środa, 5 lutego 2014

ROZDZIAŁ 1. 'Maj' cz. 1


- Mogę zaczynać? – Spytałam siadając po turecku na przeciwległym końcu łóżka.
                Asia ziewnęła szeroko otwierając malutką buzię i przeciągnęła się. Uznałam to za znak do rozpoczęcia opowieści.
 - Ta historia... – Zaczęłam cichutko, skupiając wzrok na jednym ze zdjęć stojących na półce. Przedstawiało młodą dziewczynę, która prowadziła spokojne życie. Miała plany, marzenia. I na pewno nie spodziewała się, że jej życie tak bardzo się odmieni. – Ta historia nie opowiada o księżniczce więzionej w wysokiej wieży strzeżonej przez złego smoka. Ani o rycerzu na białym rumaku w lśniącej zbroi. Choć może wydawać się podobna do losów Romea i Julii, nie jest ani bajką ani romantycznym filmem. Jest życiem. A jej początki sięgają lata 2013. roku, kiedy 29. czerwca młodzi po raz pierwszy się spotkali...
- Aniołku... -  Byłam już gdzie indziej, a jego głos sprowadził mnie z powrotem na ziemię.
- Tak Kochanie?
- A czy Romeo nie spotkał swojej Julii po raz pierwszy już w maju?
- Tamto się nie liczy! -  Pokazałam mu język i rzuciłam poduszką, która leżała na moich kolanach.
***

poniedziałek, 3 lutego 2014

PROLOG.


- Mamusiu, no plosę ! – Przekonywała mnie Asia, skacząc po łóżku i podrzucając do góry swojego ulubionego misia.
- Kochanie, przecież słyszałaś to już tyle razy...
- Ale to jest piękne!
- No to może ty mi opowiesz?
- Aniołku...
                Uśmiechnęłam się i odwróciłam w stronę drzwi, skąd dobiegał ten tak dobrze znany mi głos. W progu stał mój mężczyzna. Z wciąż jeszcze wilgotnymi, krótkimi włosami. Ubrany w nonszalanckie spojrzenie, szeroki uśmiech i nisko opuszczone spodnie od piżamy. Na jego opalonej skórze odznaczał się srebrny krzyżyk, który wiele lat temu dostał od starszego brata.
                Asia porzuciła swojego misia i zeskoczyła z łóżka. Pobiegła prosto w ramiona swojego taty, który podniósł ją wysoko nad głowę jakby była lekka jak piórko. Pocałował ją w nosek, a ona roześmiała się cichutko i mocno go przytuliła.
                Moja mała córeczka i mój mąż... Minęło już tyle lat, a ja ciągle nie mogę uwierzyć że są prawdziwi, że to nie sen. Ze już nikt mi ich nie zabierze, że nikt nie zabroni mi kochać...
- Aniołku, - zaczął znowu. – Ja tez bardzo chętnie posłucham tej historii.
                Kiedy postawił Asie na podłodze, szybko pobiegła na łóżko i znowu zaczęła po nim skakać. Objął mnie i pocałował w czoło. Odwróciłam się i w tuliłam w niego. Znów byłam w swojej kryjówce, znów miałam 18 lat...
- Eh... No dobrze. Ale Asiu kładziesz się szybko do łóżka.
- Wsyscy...
                Posłusznie razem z moim mężem położyli się do łóżka, Mała niecierpliwie poklepała miejsce koło siebie. Kiedy zobaczyła że dalej się ociągam wyszczerzyła zęby w uśmiechu i spojrzała na swojego tatę, który od razu wiedział co ma zrobić. Zadowolony z siebie spojrzał na mnie wyzywająco. Za nim zorientowałam się o co chodzi,  już przerzucał mnie sobie przez ramie. Mała śmiała się, skacząc i klaszcząc. Położył mnie na łóżku i oboje zaczęli mnie łaskotać. Zacisnęłam zęby próbując się nie śmiać. Jednak nie wytrzymałam długo i już po chwili wszyscy się śmialiśmy.
- Dobrze, już dobrze... – poddałam się w końcu. Nie miałam szans, żeby z nimi wygrać. – Opowiem wam, tylko już przestańcie...
                Zadowoleni przybili siebie piątkę i ułożyli się wygodnie. A ja znów przeniosłam się do tamtego świata. Do historii którą napisało życie...